Przemysława Gintrowskiego wspomina pieśniarz i poeta, założyciel grupy balladowej Po Drodze Marek Gałązka (na zdj.):

„Z Przemkiem spotkaliśmy się parokrotnie na wspólnych koncertach. My, grupa Po Drodze – byliśmy młodym zespołem. W sytuacji, gdy ktoś ma pozycję, a ktoś młody wchodzi, to odczuwa się protekcjonalizm wobec debiutanta. On był przecież już znanym artystą, posiadającym renomę. Zupełnie tego nie odczuwaliśmy. Był człowiekiem bardzo sympatycznym, przyjacielskim, nawet bardziej otwartym niż Jacek Kaczmarski. Spotkaliśmy się, pamiętam, w przelocie na wspólnym koncercie, na OPPA-ie (Ogólnopolski Przegląd Piosenki Autorskiej w Warszawie – PAP) w połowie lat 80.

Ostatnie nasze spotkanie miało miejsce na koncercie pamięci Jacka Kaczmarskiego. Było to trzy albo cztery lata temu, graliśmy w kościele św. Jana w Gdańsku. Duży, wspólny koncert, wspaniała obsada: Mirek Czyżykiewicz Jacek Kleyff, Tosia Krzysztoń, Andrzej Garczarek, Przemek Gintrowski i moja skromna osoba. Świetny koncert, Przemek zagrał bardzo dobrze. Ale nie poznałem go wtedy: strasznie zeszczuplał i wyglądał rzeczywiście, jakby trawiła go jakaś choroba, ale na scenie był w znakomitej formie.

To był wspaniały artysta, śpiewał niezwykłym, zachrypniętym głosem. Nie ukrywam, że sam w utworach, w których trzeba było użyć siły, mocy głosu wzorowałem się na jego sposobie śpiewania. Żałuję, że Przemek nie eksponował bardziej swojego talentu wokalnego.

To jest kolejna strata. Przemek należał do ludzi, którzy tworzyli szalenie ważny nurt w polskiej muzyce i kulturze. Teraz był trochę zapomniany, opuszczony przez media. Paradoksalnie – ta śmierć może przypomni o tym, że istnieją tacy artyści”.

/źródło:PAP/