
– Czy pamiętasz okoliczności, kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z twórczością Przemysława Gintrowskiego?
– Tak, oczywiście – to było w liceum. Dziewczyna, którą byłem zainteresowany, dała mi kasetę z programem „Mury”, mówiąc że koniecznie muszę tego posłuchać, bo na pewno mi się spodoba. Wtedy słuchałem niemal wyłącznie ciężkiego metalu, ale nie chcąc stracić swojej szansy u koleżanki, prezent przyjąłem. W domu przesłuchałem w całości kilka razy… i wsiąkłem. Oczywiście, uwagę zwracały przede wszystkim wybitne teksty, ale jeśli chodzi o styl śpiewania, to od początku bardziej odpowiadał mi Gintrowski – drapieżny, nieokiełznany, surowy… zdecydowanie bliższy mojej rockowej estetyce.
– Jak odbierasz piosenki Gintrowskiego? Co w nich jest takiego, że tych piosenek słuchają kolejne pokolenia?
– Myślę, że kluczowe tutaj jest mistrzostwo kompozycyjne. Jak wiemy, Przemysław Gintrowski nie pisał tekstów, jedynie komponował muzykę, ale robił to w sposób absolutnie bezkonkurencyjny – cytując klasyka, „melodia niesie tekst” – nie jest to proste umuzycznienie słów, a raczej wzmocnienie przekazu płynącego z wiersza. Najlepiej to widać w kompozycjach do prozy poetyckiej Zbigniewa Herberta – „Cesarz”, „Mur”, „Kraj”, czy „Pijacy” – to majstersztyki, perełki. Trzeba mieć niesamowitą wyobraźnię muzyczną żeby coś takiego stworzyć.
– Jak wspominasz swoje spotkania z Gintrowskim?
– Chyba najbardziej pozostało mi w pamięci ostatnie spotkanie – choć wtedy oczywiście jeszcze nie wiedziałem, że będzie ostatnie… To było na backstage’u po koncercie Pana Przemysława w grudniu 2009 roku w Śremie. Usiedliśmy przy stole i rozmawialiśmy o Jego planach na następną płytę. Idąc śladem ostatniego utworu na płycie „Kanapka z człowiekiem i trzy zapomniane piosenki” (czyli piosenki Leonarda Cohena „I’m Your Man w tłumaczeniu Macieja Zembatego), miał w planach nagranie kolejnej płyty, która w całości składałaby się z tłumaczeń anglojęzycznych utworów na polski – poprosił mnie o wykonanie przekładów na tę płytę. Na początek miałem wziąć na warsztat „Jersey Girl” z repertuaru Toma Waitsa i – ku mojemu zaskoczeniu – „Waltzing Matilda”, tradycyjną pieśń australijską, nieformalny hymn Australii, sławiący uroki wędrowania bez celu i cieszenia się wolnością (czyli w zasadzie jest to piosenka turystyczna) – pamiętam, że Pan Przemysław mówił, że jest to jedna z jego ulubionych piosenek, a nie natrafił nigdy na polskie tłumaczenie i bardzo chciałby nagrać swoją wersję tego utworu. Niestety, jak wiemy, nic z tego nie wyszło…
– Czy masz swoją jedną, najbardziej ulubioną piosenkę z jego repertuaru? Jeżeli tak to dlaczego akurat ona?
– Na tego typu pytania najtrudniej odpowiedzieć, bo dziś moja odpowiedź będzie taka, jutro może być inna… Zależy od nastroju, humoru, sytuacji życiowej – oczywiście wszystkie „kilery” typu „Epitafium dla Sergiusza Jesienina”, „Ja”, „Powrót”, „A my nie chcemy”… Ale nie każ mi wybierać, który z nich lubię najbardziej! Odpowiem przewrotnie – jedną z najulubieńszych moich piosenek Gintrowskiego jest kołysanka z filmu „Tato”. Bardzo ją ceniłem zanim zostałem ojcem, a potem to się wzmocniło, bo śpiewałem ją najstarszej córce, Natalii, na dobranoc – doszedł więc wymierny kontekst osobisty.
– Zadam przewrotne pytanie o tą najgorszą? Czy Twoim zdaniem jest taka?
– „Wieża Babel”. Pan Przemysław musiał mieć gorszy dzień, może bolał go brzuch, może mu się mniej chciało niż zwykle… W każdym razie nie jestem w stanie słuchać tej wesołej melodyjki „Gdy w dół biegają i do góry, spajając ciężkie głazy krwią…” itd. Dla mnie brzmi to jak piosenka z programu „Ciuchcia”, no nic nie poradzę, już się nie przekonam do tego utworu… W zderzeniu z muzyczną potęgą całego programu „Raj”, odstaje, niestety, in minus.
– Czy zgodzisz się z opinią, że Gintrowski miał dar trafiania swoimi piosenkami w opisywanie rzeczywistości, w której przyszło mu żyć i tworzyć?
– Tak, oczywiście, zgadzam się z tą opinią. Wprawdzie funkcję opisywania rzeczywistości w piosenkach pełnią przede wszystkim teksty, a jak już zostało wcześniej powiedziane, Pan Przemysław tekstów nie pisał, tylko umuzyczniał istniejące wiersze, no ale przecież to On podejmował decyzje do czego dopisać muzykę – mógł wybrać Szymborską albo Leśmiana, a wybierał Herberta, Sieniawskiego, Kaczmarskiego, Czecha czy Holm. To, co Jego zdaniem najlepiej opisywało ówczesną rzeczywistość. I miał, naturalnie, rację.
– Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia wkrótce na Twoim koncercie w Kołobrzegu podczas VII edycji Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Przemysława Gintrowskiego „Pamiątki”, który odbędzie się w dniach 3-4 lipca br.
– Do zobaczenia. Zapraszam wszystkich na koncert!