Rozmowa z Marcinem „Baltazarem” Gąbką

– Marcin „Baltazar” Gąbka i Deszczowcy – to nazwa zespołu, którego jesteś liderem i który wystąpi na tegorocznej edycji „Pamiątek”. Jak zacząłeś śpiewać, kiedy wziąłeś do rąk gitarę?

– W mojej rodzinie i środowisku nie znałem ludzi muzykujących, więc gra na instrumencie była dla mnie czymś raczej odległym i nieintuicyjnym. Pewnie nigdy nie wpadłbym na pomysł sięgnięcia po gitarę, gdyby nie moja ówczesna przygoda ze wspólnotą w kościele, do której trafiłem przez rodziców. Grało się tam na gitarach, a gdy zrobił się na tym stanowisku wakat, mój ojciec sięgnął po wiosło i opanował podstawowe chwyty. W związku z mieszkaniem na prowincji nie miałem kontaktu z muzykującą młodzieżą ale międzymiastowe spotkania z innymi uczestnikami ruchu do którego przynależałem i spotkanie grających na gitarach rówieśników zainspirowały mnie do tego, by samemu sięgnąć po instrument, zwłaszcza, że ten już był w moim domu. Miałem wtedy jakieś 13 lat.

– Jak trafiłeś na utwory Przemysława Gintrowskiego?

– Także mój tata jest winny tego, że wsiąkłem w muzykę bardów. Mniej więcej w tym okresie bardzo często puszczał on w samochodzie „Wojnę Postu z Karnawałem” – kasetę, którą nabył swego czasu na koncercie. Wspomina zresztą do dzisiaj ten koncert jako wydarzenie szokujące: gdy fani oczekujący znanych hitów dostają same nowe piosenki i każda z nich okazuje się mocniejsza od poprzedniej. Potęga pieśni z tego programu, a zwłaszcza niesamowitych kompozycji Przemysława Gintrowskiego z ukochanymi przeze mnie „Siedmioma grzechami głównymi” na czele, wciągnęła mnie i szybko „przywłaszczyłem” sobie pozostałe dostępne w domu albumy z piosenkami osławionego tria a pozostałe nagrania zacząłem pobierać z Internetu.

– Co odnalazłeś w piosenkach Przemysława Gintrowskiego?

– Głębia poezji w tekstach wykonywanych przez słuchanych przeze mnie bardów i dziś nie jest prosta do pojęcia. Na początku mojej drogi jednak nie czułem w ogóle potrzeby zrozumienia. Wystarczyło mi poczucie, że mamy tu facetów, którzy nie potrzebują robić show. Bez elektrycznych instrumentów, bez nowoczesnej stylistyki muzycznej, bez szaleństw na scenie, z najprostszymi gitarami klasycznymi i fortepianem brali teksty świadomie poruszające zagadnienia trudne, poważne i niewygodne. Ja odczuwałem w tamtym czasie ogromną potrzebę docierania do prawdy o rzeczywistości, do niepodążania za tym co marne i ułudne. Dlatego ten sposób wyrazu i ekspresji, w jakim m. in. Przemysław Gintrowski swoim szorstkim głosem zmuszał do zadawania pytań, porwał mnie na całego, a później zainspirował mnie także do autorskiej twórczości.

– Czym ujmują Ciebie te pieśni, co jest w nich frapującego dla młodych ludzi sięgających po tę twórczość?

– Jeśli o mnie chodzi, doceniam próbę analizowania sytuacji w jakich się znajdujemy przez pryzmat wydarzeń i postaci z przeszłości, a także z metaopowieści, archetypów mitologicznych i biblijnych. Chyba bardziej świadomie dziś, niż na początku drogi cenię sobie to, że poprzez śpiewane przez siebie treści Gintrowski nie starał się udzielać prostych odpowiedzi, a raczej szukać analogii, porównywać, inspirować i zachęcać do stawiania pytań. Wydaje mi się, że tego typu podejście potrafi trafiać do odbiorców niezależnie od wieku i upływu czasu. Paradoksalnie to, że kontekst historyczny który pozwolił bardom na rozpoznawalność i popularność już przeminął, pozwala na świeże spojrzenie na poezję Herberta, Czecha czy Kaczmarskiego, wolną od jednoznacznej kategoryzacji politycznej. Dziś ta muzyka dociera do mniejszej liczby młodych ludzi, ale Ci, których struny duszy porusza, odkrywają w niej zupełnie nowe treści i dają się porwać, stając się kolejnymi pokoleniami słuchaczy, odbierającymi je przez nowe perspektywy. Znam naprawdę sporo takich ludzi.

– Spośród piosenek Przemysława Gintrowskiego, która jest twoim numerem jeden i dlaczego?

– Bardzo trudno wskazać jedną ulubioną piosenkę Gintrowskiego, bo zależy to zarówno od chwili jak i od aspektu jakie obiorę za kryterium oceny. Może więc zamiast wskazywać utwór będący klasycznym „hitem” jak ukochane przeze mnie na początku „Siedem grzechów głównych” przywołam tu chyba najdłuższy słowno-muzyczny utwór barda: „Stół Mordechaja Gebirtiga” do słów Anny Kamieńskiej. Uderza on mnie zarówno muzycznie jak i tekstowo i w niezwykle poruszający sposób ukazuje dramat społeczności żydowskiej w czasie II Wojny Światowej. Nie bez znaczenia jak tutaj fakt, że w pieśniach towarzyszących mi na początku mojej drogi muzycznej sporo było inspiracji kompozycjami żydowskimi i „Stół Mordechaja Gebirtiga” miejscami bardzo dobrze oddaje ich klimat.

– Czy w dobie zalewania sceny muzycznej różnymi modnymi nowinkami muzycznymi jest miejsce na taką twórczość jak Przemysława Gintrowskiego? Czy Twoim zdaniem może  ona być interesująca  dla młodego pokolenia?

– Jako twórca koncentrujący się na twórczości autorskiej stawiam sobie często, zwłaszcza w dobie zalewu przestrzeni  internetowej śmieciowatą pseudosztuką generowaną przez Sztuczną Inteligencję pytanie, czy muzyka akustyczna, piosenki z tekstem tworzonym przez ludzi mają jeszcze sens. W momentach zwątpienia patrzę na to jak popularne stają się trendy powrotu do przedmiotów wyrabianych ręcznie i  naturalnych materiałów po wielkim zachłyśnięciu się wszechobecnym plastikiem. Myślę, że AI to taka plastikowa treść, która owszem, zalała już świat, ale która będzie po pierwsze wymagała regulacji i ograniczeń, a także zapewne wywoła w swoim czasie falę zwrotną i zachęci do szukania tego co prawdziwe. Co zresztą już się dzieje. Natomiast utwory Przemysława Gintrowskiego jako połączenie poważnej poezji i specyficznej poezji będą wciąż znajdowały swoich odbiorców, ludzi których gusta, wrażliwość i otwartość umysłu właśnie w nich znajdą potrzebną sobie treść.

-Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w lipcu na festiwalu.